Życie - wędrowaniem

Kategoria: Ogrody
Opublikowano: niedziela, 16, marzec 2014 22:52

   Gdy mieszkasz na Kaszubach, daleko od Trójmiasta, co jakiś czas, chcesz czy nie,

musisz ten dystans pokonać. Dobrze, że ja nie muszę wędrować na osiołku ;)

 

 

Gdy nie muszę siedzieć za kierownicą, mam 2 godziny na spokojne przemyślenia

i dodawanie oczka do oczek ;)

Czasami myślę, że pod tym względem jestem jak Mahatma Gandhi, który lubił rozmyślać,

w trakcie pracy na swoim kołowrotku.

Dowiedziałam się niedawno z jednej książki, takiej prostej prawdy:

Gdyby młoda kobieta, zobaczyła w jednej chwili ogromny kontener naczyń,

które będzie musiała pomyć w swoim rodzinnym "poświęceniu",

nigdy by się na to nie zdecydowała...

Szczęśliwie jest to w życiu tak ułożone, że robi to dzień po dniu,

jak ziarenko do ziarenka, jak oczko do oczka...

Ziarenka w klepsydrze, metry, kilometry drogi życiowej.

Jak to wszystko zamieniać na miłość?

To nie jest proste, po ludzku niemożliwe.

Bez pomocy z GÓRY, niemożliwe, od początku do końca...

 

 

W podróż zawsze zabieram koszyczek z robótką, nigdy nie wiadomo ile czasu wyprawa potrwa,

różne sprawy po drodze (do załatwienia) jakieś korki, przystanki...

Na czym to polega, że moja głowa lepiej myśli, gdy mam zajęte  ręce?

Przeczytałam kiedyś, że święta Teresa z Avila przychodziła do rozmównicy z koszyczkiem robótek.

Może też to miała?;)

 

Wichura zrzuciła z wysokiej brzozy duże gniazdo w naszym ogrodzie.

Przycisnęłam je dwoma kamieniami w kształcie jaj, by nie odleciało dalej.

Mogłam z bliska przyjrzeć się tej misternej robótce.

Gałązka do gałązki (wszystko razy sto) i przytulisko gotowe.

Budowanie po kawałeczku, życiowy patchwork :

Ile trzeba cierpliwości, wytrwałości, wiary i nadziei by .....

 

Pozdrawiam serdecznie

wszystkich moich Miłych Gości z krainy WWW

Kiara od klepsydry :)

 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .