Narodziny Jana Chrzciciela

Nadrzędna kategoria: Wiara
Kategoria: Moje artykuły na BETLEJEM
Opublikowano: sobota, 23, czerwiec 2012 23:01

(Łk 1,57-66.80)
Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.


Dzisiejsza EWANGELIA jest prosta, jednoznaczna, choć można zauważyć BOŻĄ METODĘ,
która się często w dziejach LUDU BOŻEGO powtarza:
Gdy na świat ma przyjść ktoś niezwykły - z jego poczęciem są związane niezwykłe okoliczności.
Najczęściej Bóg zawiesza płodność u matek tych dzieci, muszą one WYMADLAĆ to swoje potomstwo.
Niepłodność w tamtych czasach była znakiem hańby, odrzucenia przez Boga, wielu cierpień i niepewnej starości.
Można sobie wyobrazić, a raczej trudno sobie wyobrazić, RADOŚĆ Elżbiety, dla której umarły już wszelkie nadzieje wraz z przekwitaniem,
a tu Wszechmocny Bóg, tym razem zawiesza prawa natury i daje jej upragnione dziecko - JANA, który będzie miał do spełnienia bardzo ważną MISJĘ.
Myślę o tej Bożej Metodzie - doprowadzania "gleby", którą jesteśmy do stanu całkowitego wysuszenia, a czasami sproszkowania.
Błogosławiona metoda "napinania struny" do granic wytrzymałości, po to, by zadźwięczała wreszcie czystym tonem, nie fałszywym dysonansem.
Myślę o wysuszonym, przywiędłym ogrodzie, który po śmiercionośnej suszy przeżywa dogłębne zroszenie, nawodnienie.
Dopiero po prawdziwej suszy, można zrozumieć i docenić prawdziwy, życiodajny deszcz łask, które nie są naszą zasługą i od nas nie pochodzą.

 



Panie Jezu,
pomóż mi zawsze w pokoju i cierpliwości i ufności,
pozwalać Tobie na "napinanie" "mojej struny" do GRANIC, które tylko Ty znasz,
Tylko Ty odróżniasz dokładnie tony fałszywe od czystych.

Pozdrawiam serdecznie
Szukajcie Pana, dopóki pozwala się znaleźć
Kiara szukająca :)

 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .